W przeszłości spacer człowieka po powierzchni Księżyca był symbolem czegoś niesamowitego. Od 1969 r. przestał pełnić taką rolę, bo stał rzeczywistością. Teraz wyzwaniem jest Mars. Podobnie było z wieloma wynalazkami i zdarzeniami. Dopóki powszechna komunikacja w skali globalnej była niemożliwa, stanowiła marzenie. Współcześnie jest czymś oczywistym. Nadal marzymy o braku przeszkód językowych i jesteśmy coraz bliżej sprostania temu wyzwaniu dzięki systemom sztucznej inteligencji. Potrafimy w miarę dokładnie prognozować krótkoterminowo pogodę, ale nie potrafimy jej kontrolować.
Wyzwaniem w tym zakresie jest mnóstwo czynników wpływających na zmienność pogody, których nie ma w przypadku komunikacji czy podróży na duże odległości. Wiemy, gdzie w danej chwili jest Księżyc i gdzie będzie w określonym momencie w przyszłości. Nadal jednak nie rozumiemy dokładnie, co powoduje, że pogoda zachowuje się w konkretny sposób. Dysponujemy coraz bardziej złożonymi modelami i mnóstwem teorii naukowych. Nadal jednak nie wiemy dokładnie, co się stanie, gdzie i kiedy.
Dla wielu zawodów pogoda jest szczególnie ważna. Najbardziej świadomi tego są rolnicy, którzy marzą o możliwości sterowania opadami i nasłonecznieniem. Podczas gdy rolnicy chcą deszczu, mieszkańcy wybrzeża chcą, aby ustąpiły huraganowe wiatry. Ludzie na równinach nie chcą tornad, a lotnicy nie chcą mgły nad lotniskami. Trudno wszystkim dogodzić. W przeszłości ludzie wykorzystywali w celu wpłynięcia na aurę np. szamanów, którzy dzięki skomplikowanym rytuałom starali się wywołać deszcz lub słońce. Później wierzono, że głośne dźwięki lub wystrzały z broni palnej będą wstanie zmienić pogodę. Nadaremnie…
W końcu do gry weszła nauka. W XIX wieku James Espy – pierwszy amerykański meteorolog – wysunął teorię, że przyczyną deszczu jest konwekcja. Miał nawet śmiałe plany wzniecenia ogromnych pożarów, aby skłonić deszcz do spadnięcia, ale Kongres USA był do tego pomysłu negatywnie
nastawiony.
Tymczasem starano się udowodnić, że po szczególnie dużych bitwach z udziałem artylerii pada deszcz. W Tajlandii próbowano wywołać opady za pomocą płatków suchego lodu rozpylanych w chmurach, podobno z powodzeniem. Na początku lat dwudziestych XX wieku naładowany elektrycznie piasek zrzucany z balonów podobno rozproszył mgłę i wywołał deszcz w ramach projektu sponsorowanego przez wojsko. W maju 1923 r. doświadczeniu temu poświęcono nawet artykuł w „Popular Science Monthly”.
Brytyjczycy stosowali niezawodny sposób na odpędzanie mgły z lotnisk podczas II wojny światowej. Spalali ogromne ilości benzyny, aby usunąć mgłę. Proces ten powodował również podgrzewanie i oświetlanie pasów startowych. Do celów wojennych był skuteczny, ale koszt był zbyt wysoki, aby można go było zastosować komercyjnie. Podczas zimnej wojny amerykanie eksperymentowali z możliwością wytwarzania kontrolowanych huraganów, których siła niszcząca byłaby konkurencyjna do broni atomowej, ale bez skażenia promieniotwórczego. Pojawił się też pomysł odwrotny, czyli osłabiania huraganów dzięki ciągowi z silników rakietowych skierowanych w stronę nadchodzącej wichury. Sukcesy były jednak minimalne, bo skala działań człowieka była zbyt mała w stosunku do siły żywiołów natury.
Współcześnie rządy Abu Zabi, Rosji i Chin twierdzą, że mają dziś działające systemy kontroli pogody. Bazują one na „zasiewaniu chmur”, skutkującego kumulowaniem się wody zgromadzonej w powietrzu i przyspieszeniem opadów deszczu. Działają jednak tylko wówczas, gdy odpowiednia ilość wilgoci jest już w powietrzu. Nowym poligonem dla kształtowania pogody w skali globalnej będzie Mars, gdzie Chiny rozważają zastosowanie inżynierii planetarnej w dotychczas niespotykanej skali. Dziś dużym wyzwaniem jest stabilne zasilenie niewielkiej bazy planetarnej. Dla potrzeby terraformowania powierzchni planety zapotrzebowanie na energię będzie zdecydowanie większe.
Pogoda to złożony system i często nie rozumiemy, jakie konsekwencje może mieć zmiana jej jednej składowej, która wydaje się dobrym pomysłem. Wojna pogodowa i terroryzm to dwie równie przerażające
perspektywy. Na razie, prawdziwa kontrola pogody to nadal science fiction. Ale to samo dotyczyło w przeszłości robotów, komputerów, wideotelefonów i wypraw na Księżyc. Wydaje się więc prawdopodobne, że pewnego dnia w pełni zrozumiemy mechanizmy rządzące zjawiskami atmosferycznymi i będziemy dysponowali możliwością wpływania na nie. Mam tylko nadzieję, że jesteśmy wystarczająco mądrzy, aby sobie z tym poradzić, a nie tworzyć kolejną broń o charakterze niszczącym.
Krzysztof Hajdrowski
